[JAZDY W TERENIE]Maxus T60 MAX vs eTerron 9. Diesel kontra prąd w bitwie na błoto
- 07.11.2025
- Nowydostawczy.pl
Tor Modlin ma w sobie coś pierwotnego, zwłaszcza gdy jesienna aura zamienia jego pobocza w grząską maź. To idealne miejsce, by zamiast lśniącymi nowościami, pobawić się w błocie prawdziwymi wołami roboczymi. Taki właśnie plan miał Maxus – marka należąca do gigantycznego chińskiego koncernu SAIC. Na placu boju pojawiły się modele T60 MAX i eTerron 9. Niby podobne, ale jednak zupełnie inne.
Tym razem prezentacja była jednak inna. Po pierwsze, producent oficjalnie ogłosił, że kończy z oferowaniem aut osobowych (ktoś w ogóle zauważył, że je miał?), aby w pełni skupić się na tym, co wychodzi mu najlepiej: pojazdach użytkowych. A po drugie, dał nam do zabawy dwa skrajnie różne pick-upy: tradycyjnego, warczącego i kaszlącego diesla T60 MAX oraz jego monstrualnego, elektrycznego brata eTerron 9. Swoją drogą, głównym konkurentem dla tego drugiego ma być… Tesla Cybertruck. No nie powiem, ambitnie. Ale zacznijmy od początku!
Spotkanie dwóch światów: Błoto, diesel i cisza
Przygotowany tor przeszkód nie był morderczą przeprawą przez dżunglę, ale seria krótkich, technicznych prób – trawersy, strome podjazdy, zjazdy i wszechobecne błoto – wystarczyła, by wychwycić fundamentalne różnice między tymi dwiema maszynami. To było jak spotkanie starego, doświadczonego drwala z młodym, napakowanym sterydami atletą w modnym stroju a’la wiking. Ale koniec gadania, zabierzmy się do roboty!
Maxus T60 MAX: Stara, dobra szkoła
Pierwszy na plac boju ruszył T60 MAX. To klasyczny pick-up średniej wielkości, który ma zamiar urwać kawałek tortu Toyocie i Fordowi. Jego bronią jest sprawdzona technologia i brutalna siła. Pod maską pracuje 2-litrowy, podwójnie doładowany turbodiesel, który generuje solidne 215 KM i, co ważniejsze, aż 500 Nm momentu obrotowego. Całość spięto z ośmiobiegową automatyczną skrzynią biegów ZF i aktywnym napędem na wszystkie koła. W lekkim terenie, na śliskiej nawierzchni, T60 MAX czuł się jak w domu. Warkot silnika, mechaniczne załączanie napędu, blokada tylnego mostu (w standardzie!) – wszystko działało dokładnie tak, jak powinno. Auto bez zająknięcia pokonywało wzniesienia i ze spokojem zjeżdżało, wspierane przez asystenta zjazdu, a to wszystko na praktyczny zwykłych, cywilnych oponach. Swoją drogą dla sprawdzenia chciałem podjechać pod górę z załączonym tylko tylnym napędem. Nie udało się.
To, co imponuje w T60 MAX, to nie tylko gołe liczby, ale jak one współpracują. Te 500 Nm momentu obrotowego to terytorium zarezerwowane dotąd dla znacznie większych, amerykańskich silników, a tutaj dostajemy je z dwóch litrów pojemności. Ośmiobiegowy automat firmy ZF, znany z wielu europejskich marek premium, radzi sobie z tą siłą zaskakująco gładko. Co ciekawe, mimo podwójnego doładowania i sporej mocy, Maxus obiecuje zużycie paliwa w cyklu WLTP na poziomie zaledwie 9,1 l/100 km. Biorąc pod uwagę, że auto ma ponad tonę ładowności i może pociągnąć 3,5-tonową przyczepę, jest to wynik co najmniej optymistyczny. Swoją drogą jakiś czas temu miałem to auto na dłużej i przyznam, że da się zejść nawet w okolice 8 l/100 km, ale miałem wrażenie, że potencjał skrzyni ZF-a nie został wykorzystany – system zbyt długo trzyma silnik na wysokich obrotach. Ale my nie o tym.
A teraz najlepsze: cena. T60 MAX w wersji Luxury startuje od 135 900 zł netto. W tej cenie dostajemy nie tylko blokadę mostu i napęd 4x4, ale też skórzane, podgrzewane fotele, kamerę 360 stopni, adaptacyjny tempomat, reflektory LED i dwa 12,3-calowe ekrany. U konkurencji za takie pieniądze dostalibyśmy co najwyżej gołą ramę i życzenia powodzenia.
Maxus eTerron 9: Elektryczny potwór
Po przesiadce do eTerrona 9 miałem wrażenie, że przeniosłem się o dwie dekady w przyszłość. To jest bestia. Jest dłuższy (5,5 metra), szerszy i wygląda jak futurystyczny czołg, który zachował resztki cywilizowanej stylistyki. Zamiast warkotu diesla – cisza. Zamiast mechanicznej walki – cyfrowa precyzja. Ten elektryczny kolos ma napęd na cztery koła (ATS), baterię o pojemności 102 kWh i potężną moc 442 KM (moment obrotowy rzędu 700 Nm). To pozwala, aby tego kolosa rozpędzić od 0 do 100 km/h w 5,8 sekundy. Nie powiem – imponujące.
Na torze przeszkód pokazał zupełnie inną filozofię jazdy. Tam, gdzie T60 MAX potrzebował obrotów i blokady mostu, eTerron 9 po prostu... jechał. Potężny moment obrotowy dostępny od zera, precyzyjne sterowanie mocą i systemy terenowe sprawiały, że trawersy i podjazdy pokonywał z gracją i spokojem, jakiej spalinowy brat mógł mu trochę pozazdrościć. Dodajmy do tego pneumatyczne zawieszenie (w standardzie!), które podnosiło auto w trudniejszym terenie i obniżało np. na trawersach. Może na Safari bym się nim nie wybrał, bo trudno by tam było o ładowarkę, ale ciężki teren nie stanowi dla tego giganta problemu.
Zresztą trzeba sobie uświadomić, z jak wielkim pojazdem mamy do czynienia. eTerron 9 mierzy 5,5 metra długości, a jego rozstaw osi to gigantyczne 3,3 metra – to więcej niż w luksusowych limuzynach. Większość tej przestrzeni pochłania oczywiście potężna bateria 102 kWh, która sama w sobie TROCHĘ waży. Ta masa ma swoje konsekwencje: ładowność to symboliczne 620 kg, co jest wynikiem absurdalnie niskim jak na pick-upa. No tak, nie okłamujmy się – takie wartości są nieco śmieszne i sprawiają, że to auto jest raczej lifestylowe, niż użytkowe. Ale eTerron 9 nadrabia gadżetami: ma nie tylko pojemną skrzynię ładunkową z tyłu, ale także spory, elektrycznie otwierany "frunk" (bagażnik przedni) pod maską. A cyfrowe lusterko wsteczne, w połączeniu z kamerą 360 stopni, jest absolutnie niezbędne, by w ogóle ogarnąć, gdzie kończy się ten elektryczny pancernik.
Oczywiście, ten luksus ma swoją cenę. Pozornie wysoką. Wersja Luxury startuje od 249 900 zł netto. Ale lista wyposażenia jest dłuższa niż w niejednej limuzynie klasy premium. Mamy tu podgrzewane i wentylowane fotele z funkcją masażu dla kierowcy, panoramiczny dach, pełen pakiet asystentów jazdy (w tym LKA, BSM, RCTA) i zasięg WLTP na poziomie 430 km. Trudno znaleźć odpowiednik w tej cenie. Lub w ogóle jakikolwiek odpowiednik na rynku. Minusem jest ładowność, co czyni go bardziej luksusową zabawką do ciągnięcia przyczep (uciąg 3,5 tony!) niż typowym wołem roboczym.
Nowy porządek: Koniec osobówek, czas na pracę
Prezentacja w Modlinie była symbolicznym gwoździem do trumny osobowej gamy Maxusa w Polsce. Marka oficjalnie potwierdziła, że wycofuje się ze sprzedaży modeli takich jak Euniq 6 czy Mifa 9, które nie zdobyły serc klientów. Cała para idzie teraz w segment, w którym Chińczycy czują się najmocniejsi – w pojazdy użytkowe. Oprócz testowanych pick-upów, na placu stała cała armia elektrycznych dostawczaków, od małego e-Deliver 3, przez średniego e-Deliver 7, aż po potężnego e-Deliver 9. To jasny sygnał dla rynku: Maxus chce być graczem numer jeden w elektryfikacji flot i biznesu, zostawiając walkę o klienta indywidualnego innym. Co ważne, dla niezdecydowanych, niektóre modele będą dostępne wciąż z silnikami Diesla. Mądry ruch.
Wśród tych wszystkich użytkowych maszyn wyróżniał się jeden, bardzo ciekawy model, który niestety był tylko ozdobą eventu. Mowa o Maxusie e-Deliver 7 w wersji 4x4. To nowość, która może poważnie namieszać na rynku. Wszyscy znamy elektryczne vany, ale niemal żaden z nich nie oferuje napędu na obie osie. Wersja 4x4 otwiera temu modelowi drzwi do firm budowlanych, energetycznych czy kurierskich działających w terenach górskich. Niestety, nie było nam dane pojeździć nim po torze przeszkód, a szkoda. Sprawdzenie, jak elektryczny van radzi sobie w błocie w bezpośrednim starciu z pick-upami, byłoby bezcennym doświadczeniem.
Werdykt: Wybór między tradycją a przyszłością?
Krótkie jazdy po torze przeszkód w Modlinie brutalnie obnażyły różnice między starą a nową szkołą. T60 MAX to twardy, uczciwy pick-up, który za śmieszne pieniądze oferuje wszystko, czego potrzeba do ciężkiej pracy. Jest głośny, mechaniczny, trochę toporny i daje poczucie obcowania z prawdziwą maszyną. Z kolei eTerron 9 to cichy, komfortowy i naszpikowany technologią potwór, który w terenie polega na algorytmach, a nie na blokadach mechanizmów. To dwa różne światy. Jeśli ktoś szuka taniego i solidnego woła roboczego, T60 MAX jest propozycją nie do pobicia. Jeśli jednak istnieje potrzeba ciągnąć 3,5-tonową przyczepę w absolutnej ciszy i luksusie, a cena i zasięg nie grają roli – eTerron 9 pokazuje, jak będzie wyglądać przyszłość tej klasy. Ale czy ktoś to kupi? Oto jest pytanie.